Historia Vita Memoriae Strona Główna Historia Vita Memoriae
Forum dyskusyjne miłośników historii i fortyfikacji - Grupa Inicjatywna "Cztery Historie"

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  Chat

Poprzedni temat «» Następny temat
Zośka i Parasol
Autor Wiadomość
Majka
bunkrołazik


Dołączył: 27 Lis 2004
Posty: 8
Wysłany: Pią Sty 21, 2005 9:47 pm   Zośka i Parasol

Chodzi mi o powieść Aleksandra Kamińskiego "Zośka i Parasol"... Chciałabym znać opinie zarówno pozytywne jak i negatywne forumowiczów dotyczące tej ksiązki :D
 
 
TomB 
dywersant


Dołączył: 19 Lis 2004
Posty: 35
Skąd: Kraków
Wysłany: Nie Sty 23, 2005 2:35 am   

no negatywne sam chętnie przeczytam, bo czytając ją dwukrotnie nic negatywnego nie znalazłem...

wręcz przeciwnie, jest to wspaniała opowieść o Tych którzy umieli pięknie żyć. Pamiętać należy jednak, że Druh Kamiński złożył to w 'całość', wykorzystując duzą ilość wspomnień spisanych przez członkinie oraz członków batalionu Zośka i Parasol. Podobnie się zresztą sprawa miała z Kamieniami na szaniec, wtedy skorzystał ze spisanych wspomnień Zośki...
Miał umiejętność złożenia tego w spójną całość (czasem lekko 'koloryzowaną'), tak że ksiązki czyta się z wielkim zaciekawieniam.

Dzięki Niemu, te dwa bataliony przeszły do historii i losy ich żołnierzy są bliskie sercom i pamięci tak wielu czytelników.
_________________
Gdy zabraknie łez - jest jeszcze krew
najświętsza do oddania.
Gdy zabraknie tchu - pocisków śpiew
wyśpiewa twoje łkania.
Karabin bierz i z nami idź,
miast płakać po pogrzebach...
 
 
Majka
bunkrołazik


Dołączył: 27 Lis 2004
Posty: 8
Wysłany: Pon Sty 24, 2005 4:01 pm   

A co z wypowiedzią Bogdana Hillebrandta, który powiedział o tej ksiązce, że "Książka literacko i poznawczo niewątpliwie wartościowa, czyta się ją dosłownie "jednym tchem", ze względu na swój autentyzm posiada także walory źródła historycznego. Jednakże jest to ksiązka mówiąca przede wszystkim o walce, a znacznie mniej o jej politycznym sensie i celu." :?: :?:
 
 
darecki 
wujek kurde samo dobro
Trzeba siać...


Pomógł: 34 razy
Dołączył: 22 Lis 2004
Posty: 8788
Skąd: Kraków
Wysłany: Pon Sty 24, 2005 4:51 pm   

każdy może komentować jak mu się podoba :) a kiedy ta wypowiedź miała miejsce?
_________________
Instytut Niemieckich Fortyfikacji Wschodnich
 
 
 
Majka
bunkrołazik


Dołączył: 27 Lis 2004
Posty: 8
Wysłany: Pon Sty 24, 2005 6:09 pm   

Jasne, że każdy może komentować jak to chce, ale ja właśnie chcialabym znac wasz komentarz do tej wypowiedzi... Niestety nie jestem w stanie Ci powiedzieć kiedy miała miejsce, ale znajduje sie we wstępie tej powieści...
 
 
TomB 
dywersant


Dołączył: 19 Lis 2004
Posty: 35
Skąd: Kraków
Wysłany: Pon Sty 24, 2005 6:54 pm   

Tak ta wypowiedź jest trafna i prawdziwa. Jest to książka niemówiąca o politycznej celowości walki. Ale tak Oni to widzieli, przytocze cytat śp. Orszy z "Całym życiem":

"...bo walczyliśmy o Polskę, a nie myśleliśmy jaka ta Polska ma być..."

Poniżej dodam skrawki z "Zośki i Parasola", to co kiedyś wydawało mi sie z niej najważniejsze...
_________________
Gdy zabraknie łez - jest jeszcze krew
najświętsza do oddania.
Gdy zabraknie tchu - pocisków śpiew
wyśpiewa twoje łkania.
Karabin bierz i z nami idź,
miast płakać po pogrzebach...
 
 
TomB 
dywersant


Dołączył: 19 Lis 2004
Posty: 35
Skąd: Kraków
Wysłany: Pon Sty 24, 2005 7:00 pm   

1. - Myślisz, że to było po raz ostatni zbiorowe morderstwo dziesiątków ludzi?
- Nie wiem, jak będzie, ale chcę zrobić wszystko, co możliwe, aby to było po raz ostatni.
- I myślę, że wielu z nas, że Rudy, że Zośka, że ty, że może my wszyscy po to żyjemy i po to...

Andrzej Morro

2. Wynajęła mieszkanie przygodnemu lokatorowi, lokator w czasie jednej z konspiracyjnych katastrof opuścił mieszkanie, a panią Zofię z szesnastoletnim synem wzięło gestapo i dręczyli pytaniami o lokatora. Znała adres jego najbliższej rodziny, jednak nie powiedziała. Zachowała lojalność narodową wobec obcego człowieka, który wyrządził jej mimo woli tak straszną krzywdą. Nie wyszła ona ani jej syn z rąk gestapowskich.

Zofia Możdżeniowa

3. A pewna staruszka, która czuwała przy oknie lokalu kontaktowego ofiarowanego przez nią jednemu z oddziałów "Zośki":
- Boże, jak bardzo się bałam... Zaczynałam się bać już od samego ranka w dniu ich wizyt, a potem w nocy nie mogłam nigdy zasnąć ze zdenerwowania. Za same moje nerwy powinnam dostać krzyż po wojnie.
- Młodzi ludzie, wpadający do tego lokalu, uśmiechali się życzliwie do staruszki, lecz wnet zapominali o jej istnieniu. Nie znali jej, nie interesowali się nią, nie myśleli o niej.

4. To prawda - jest wojna i nie wolno się rozklejać. Kto się rozklei zginie. Tylko dzielni, umiejący przechodzić obok uderzającego piorunu z uśmiechem na twarzy, spychający ze świadomością nieszczęścia nawet najbliższych, tylko ci, wciąż twardzi, ufni i wierzący, mogą przetrwać i zwyciężyć w tej najokrutniejszej z wielkich gier.

5. Sami chłopi, rozumiecie, sami chłopi się organizują... po raz pierwszy w naszej historii organizują się do walki zbrojnej o Polskę - sami. Czarny Jaś jest jednym z tych nielicznych, którzy używają słów na ogół przez tę młodzież nie wymawianych:
"Polska", "miłość", "ofiara", "śmierć".

Czarny Jaś

6. To prawda, jesteśmy jak kamienie przez Boga rzucane na szaniec. A rzucane nie w nicość, nie w zmarnowanie. Jeden przy drugim twardo stoją, trzymając się razem. Jak cegła przy cegle. Wznoszone są ściany wielkiego domu. To nic, gdy przyjdzie być martwą, nieruchomą cegłą tego domu. Byle dom był wielki i piękny.

TYLKO TA CENA CEGIEŁ!
Uczę się intensywnie. Chemia: A w ogóle w Warszawie mania nauki.
MUSIMY DOBRZE URZĄDZIĆ WNĘTRZE DOMU.

Czarny Jaś

7. ... akcja nie nadaje się do zrobienia, minimalne szanse wykonania. Pług jednak zdecydował się wykonać. I po raz pierwszy w dziejach Grup Szturmowych młodzi ludzie wyrazili sprzeciw. Nie podobało im się to wszystko. Wyglądało na to, że cena akcji będzie zbyt wysoka... Kedyw przełamał jednak opory psychiczne: nie ma ceny zbyt wysokiej dla zlikwidowania wyjątkowego szkodnika (Stamma). - Jesteście nie po to, aby przeżyć wojnę, lecz aby spełnić swój obowiązek - powiedział twardo jeden z oficerów Kedywu.

8. Wydało się jej, że wchodząc do oddziału stanie znów blisko Bronka Lota. Ale uległa prośbom Jeremiego i jego zaklęciom. Jeremi, roztrzęsiony w owym czasie psychicznie, nie był w stanie powstrzymać wzruszenia. - Ty musisz żyć - tłumaczył. - Ja jestem poświęcony i najprawdopodobniej zginę, ale ty musisz żyć, Matka rozumiesz?
- I Krysia dopiero po pewnym czasie wyłamała się z tych nalegań brata:
została sanitariuszką.

Jeremi

9. Andrzej Morro przywołany do kompani krąży nachmurzony od drużyny do drużyny i coś sprawdza, coś przegląda. Gdy ujrzał Okurę z "Sadu", ogarnia go nowa fala irytacji. Okura stanął do powstania w krótkich, harcerskich spodenkach, łyskając gołymi kolanami. A Anoda? Jezus kochany, ten znów ma na głowie ułańską czapkę z barwnym otokiem. Ależ wojsko!

Amorek

10. - Giewont - mamrocze postać postępująca tuż za nim - Giewont, chyba jak na pierwszy raz wypadło nieźle, co? tamten znów swoje! Giewont chce już coś odburknąć. Na szczęście zapanowuje nad odruchem i milczy. Przecież to zupełne młodziki, osiemnastolatki i pierwszy raz oglądali zwycięstwo. nawet jego to szarpnęło za serce.

Giewont

11. Kiedy w pierwszym natarciu na linie nieprzyjacielską Jeremi rozkazał:
- Zastępca, do tyłu! - usłyszał zaskakująca jak na wojsko odpowiedź:
- Wypchaj się! - i zastępca biegł dalej na czele plutonu, przypadając od czasu do czasu do ziemi.

12. Między naszym sensem wojny i sensem wojny Trzeciej Rzeszy jest ta zasadnicza różnica, że oni walcząc o Niemcy walczą o panowanie nad innymi ludami, o władzę. A my walcząc o Polskę walczymy równocześnie o wolność narodu, o wolność w ogóle. To jest ogromna różnica, bo wolność jest jedną z najcenniejszych wartości człowieczych, a władza to moralnie rzecz zerowa.

Amorek

13. - Wy łajdaki, kary na was nie ma. Cóżeście zrobili z narodem? Przeklęte diabły. I czemużeście, głupki zaczynali z Niemcami? O Jezu, co wyście narobili, co wyście narobili...
Stali przy ścianie jak pod pręgierzem, ciężko łykając wraz ze śliną głęboką urazę, wstyd i ból. Milczeli, bo i cóż mogli powiedzieć tej oślepionej przez nieszczęście?

14. - Jak to dobrze, że podczas walki nie myśli się o przeciwniku jako o człowieku czującym, cierpiącym i widzi się tylko pionki, które trzeba za wszelką cenę usunąć - mówi łączniczka podając Tadeuszowi amunicję.

15. Andrzej usiłował nie słuchać tego, co się odbywa między spowiednikiem a bladym, młodziutkim żołnierzem o amputowanej dłoni, lecz nie mógł - głosy choć ciche były jednak bliskie.
- Bij się w piersi... Czujesz żal za grzechy?
-... Nie - mamrocze ranny - żalu doskonałego nie czuję.
- Synu, bij się w piersi i wejrzyj w siebie.
- Nie czuję, ojcze, nie czuję - denerwuje się ranny.

16. Żołnierz na wszystko zdecydowany jest najgroźniejszą bronią wojny... Żołnierz na wszystko zdecydowany to broń, na której widok zamiera serce wroga.

Kołczan

17. - Wiesz, Piotr, przeżywam godziny słabości... nigdy siebie o to nie posądzałem... Dręczy mnie ogrom ofiar... I nieskuteczność tych ofiar... To prawda, że z własnej woli dajemy życie w tej walce. Ale jakże drogo płacimy sami i ileż ginie istnień ludzkich, dla których nie ma nic cenniejszego nad życie. Czy krwawa ofiara świadomych i mimowolnych uczestników powstania nie jest jakimś monstrualnym nieporozumieniem? Szaleństwem, w którym za wytwory wyobraźni, za ziarno zasiane nieodpowiedzialnymi uniesieniami poetów i polityków płacimy tym, co niepowtarzalne, jedyne - życiem własnym i mieszkańców miasta?

A. Morro

18. - Wielu jest takich, którzy życie ludzkie traktują jako wartość najwyższą, i w ich oczach czyny podobne naszemu powstaniu wydają się prawdopodobnie szaleństwem, może nawet zbrodnią. Ja osobiście i przecież ty też, i wielu, wielu naszych wiemy i czujemy, iż jednak istnieją sytuacje, w których życie własne przestaje być dobrem najwyższym i że trzeba ryzykować jego utratę. Jeśli uzbrojony zbój w mojej obecności podniesie rękę na moją matką, rzucę się nawet bezbronny w jej obronie, choćbym wiedział, że zginę. - Ale ratując matkę narażam tylko własne życie.

Piotr Pomian

19. Wreszcie zdecydował ruszyć. Przekrzykując wybuchy rzucił spiekłymi wargami kilka objaśniających zadań, kończąc rozkazem:
- Czekać, aż dam znak, potem - na cmentarz żydowski.
- Skoczył przez wąską uliczkę Kolską na rozpoznanie... Aż oto głowa Kuby zwraca się ku towarzyszom i ci słyszą jak woła
- Nie prz... Pojedynczy strzał - Kuba pada.
Odruchowo zrywa się łączniczka plutonu Ira i odtrącając powstańca, który chciał ją zatrzymać, rzuca się w kierunku Kuby. Zakurzyło się od serii pocisków, które dostała pod nogi przebiegając ulicę, ale szczęśliwie dotarła do miejsca, gdzie upadł Kuba. Po chwili słyszą jej zrozpaczony głos:
- Dostał w samą głowę, nie żyje.
Głos ten w pierwszym momencie sparaliżował ich. Natychmiast jednak stało się z nimi coś, czego nie mogli potem pojąć: poczęli zrywać się pojedynczo i biec przed siebie. Nie zdawali sobie sprawy, dokąd biegną. Nie myśleli, aby trzymać się razem. Uciekali, padali i znów uciekali. Dopiero gdy wyrwali się z miejsca niechybnej śmierci, zaprzestali zrywać się. W ślepej ucieczce każdy nieświadomie wykonał ostatnią instrukcją Kuby.

20. - No cóż, braciszkowie i siostry - konkluduje Książę, usiłując naśladować niefrasobliwy ton Kuby - pięknie żyliśmy, pozostaje teraz pięknie to życie zakończyć, wyrządzając przy okazji jakiś poważniejszy kłopot szkopom.

Książę

21. Wacek wyskoczył pierwszy spoza osłony - szczupły, niski, zacięty.
- Naprzód! Naprzód! - krzyczał tak, że piana wystąpiła mu na wargach.
Tuż za nim wyskakiwali chłopcy drugiej kompani, z boku wyłonił się Rafał na czele pierwszej, która biegła nieco zakosem na skrzydło niemieckiej tyraliery. Nie strzelali, aby nie ranić kolegów, nie rzucali granatów, pędzili z odbezpieczoną bronią naprzód. Biegli ogarnięci uniesieniem. Któryś pędzący tuż za Wackiem (Borski?) nie zastanawiając się nad tym, co czyni, zaczął śpiew: HEJ, KTO POLAK NA BAGNETY... I stała się rzecz w powstaniu jedyna: biegnący w przeciwnatarciu chłopcy "Parasola" podchwycili melodię i słowa. Zadyszani, ochrypłymi, nienaturalnymi z podniecenia głosami ryczeli "Warszawiankę", pędząc ku zapadłej w gruzy fali wroga.

22. Piotr, Giewont, Michał szukali ciała, spenetrowali cały stok i nie dostrzegli nawet śladu po Cichym, żadnych strzępów, żadnych plam krwi, żadnych resztek broni - nic. Michał jest blady i żegna się.
- Jeden z pocisków musiał trafić prosto w niego - mówi Giewont.

Giewont

23. Gdy patrol "Maćka" zlikwidował obsługę najbardziej dokuczliwego nieprzyjacielskiego karabinu maszynowego, jedna z drużyn zrywa się do przodu, a za nią pojedynczo, skokami cała fala "Maćka" z Blondynem i Piotrem. Na prawym skrzydle podrywa się również do natarcia kompania Giewonta. Mimo dużego ognia powstańcy swym impetem terroryzują Niemców, którzy pojedynczo, po kilku zaczynają uciekać. Nacierający są tak blisko, że ciskają granatami obronnymi w uchodzących. Znów są pod ulicą Zamenhofa.

24. Przy ulicy Kilińskiego nastąpił wybuch czołgu, który nieoczekiwanie lekko zdobyli powstańcy; jak się potem okazało, czołg był oddany przez nieprzyjaciela umyślnie, zawierał bowiem w ukryciu potężny ładunek dynamitu, połączony z mechanizmem zegarowym. Wybuch nastąpił, gdy czołg otaczało ponad pięciuset młodych żołnierzy, dziewcząt i dzieci, między innymi wielu chłopców z plutonu łączników kompani Harcerstwa Narodowego "Gustaw".

25. - A swoją drogą, czy to nie zabawne Andrzeju, że uderzył we mnie tradycyjny cios romantycznych poetów: kula.
"Leński brew ściągnął, właśnie brał wroga na cel, gdy w tejże chwili z przeciwnej lufy huknął strzał. Wyroczny bije grom w poetę: dłoń się rozstała z pistoletem".

Czarny Jaś

26. Wiesz - odwaga, poświęcenie to sprawy normalne w atmosferze powstania, ale te szczeniaki imponują mi także sumiennością, wytrwałością, czyli właściwościami sprzecznymi z ich wiekiem. A poza tym te straszne przeszkody. Ostatnio z kanałów znów któryś nie wrócił. Chodzi o wiek chłopców, którzy pełnią służbę w poczcie. 14-15 lat, trafiają się i trzynastoletni, a raz sam odkryłem dwunastolatka. Przecież chłopiec w tym wieku jest bardziej narażony na śmierć lub kalectwo. Zawsze mnie raziła nieodpowiedzialność literatów wychwalających bohaterstwo wojenne dzieci. Gniew mnie zalewa, gdy czytam w prasie powstańczej zachwyty na temat dzieci walczących na barykadach...

Czarny Jaś

27. W tym czasie Piotr, który przyłączył się do kompani Giewonta nacierającej na prawym skrzydle, poderwał się pierwszy spośród leżącej w gruzach tyraliery, ale w momencie gdy zaczynał skok, rozbłyska rakieta Dwa-trzy kroki... Gwałtowny, gęsty terkot karabinu maszynowego i Giewont widzi, że Piotr pada. Chce biec do niego, lecz ogarnięty lękiem nie może się ruszyć. Biją w nich dziesiątki granatników i cały wachlarz karabinów maszynowych. Wycofują się więc, zostaje tylko zespół trzech ochotników z sanitariuszką; pragną przeczekać najgorsze godziny, aby odszukać Piotra lub jego ciało. Wszystkie domy sąsiadujące z tym terenem stały w ogniu, oświetlając głęboko przedpole. Wejście na jaskrawo oświetlony obszar równało się samobójstwu.
(...) Piotr bowiem - co pojęli dopiero po jego śmierci- uosabiał ich ideał mężczyzny w czasach okupacji i powstania: był żołnierski, zarazem cywilny, był męsko dzielny i zarazem dobry. Był ich towarzyszem i dowódcą, a zarazem był po ojcowsku o nich troskliwy.
Wojtek Synon dowiedziawszy się o Piotrze płakał. Nie on jeden. Ta śmierć na przedpolu Stawek rozbiegła się kręgami pop wszystkich dzielnicach powstańczej Warszawy. Ale najmocniej śmierć ta szarpnęła młodzieżą "Zośki". Ci przecież przez ostatnich szesnaście najdonioślejszych w życiu dni byli najbliżej tego starszego od nich, trzydziestoparoletniego mężczyzny, do którego lgnęli w sposób sprzeczny z przybraną przez nich pozą żołnierskiej, często cynicznej rubaszności.

28. Przywalony krzyczał z rozpaczy: - zastrzelcie mnie! - i mdlał z okrutnego bólu. Akcja ratownicza trwała, choć odłamki granatów zabiły dwóch mężczyzn pracujących nad wyciąganiem zasypanych.

29. Wyrwawszy się z powstańczych obowiązków, ruszył wreszcie Blondyn do matki. Niedaleko jej domu, gdy przeskakiwał ulicę, przez którą już od szeregu dni nikt nie miał odwagi przebiegać, został trafiony kulą. Upadł na jezdnię. Żył. Był ciężko ranny, ale nikt nie miał odwagi przyjść mu z pomocą.
(...) Mimo uroczystego pożegnania w kilka godzin później, już nad ranem, jakiś wewnętrzny rozkaz kazał Kmicie, przyjacielowi Blondyna, przyjść samotnie poraz trzeci do otworu w murze przy ulicy Przejazd. Bez świadków, w parosekundowej przerwie między dwoma seriami karabinu maszynowego, Kmita pochwycił ciało i tym razem wyciągnął je do wnętrza.
MOŻNA BYŁO ODDAĆ POLEGŁEGO TOWARZYSZA ZIEMI.

Kmita

30. Jeremi czuł, że blednie. Ma, czego chciał. Pokonał odruchową chęć oddalenia się, zdjął hełm, rozluźnił kołnierz panterki.
- Panie, ja jestem żołnierzem. Połowa moich kolegów poległa w ciągu tych dwóch i pół tygodnia. Przecież my walczymy i umieramy nie o swoje prywatne sprawy. Chodzi o dobro wszystkich, o ratunek wszystkich.
- Ładny ratunek.
- Czemu pan patrzy tylko na bliską odległość? Niech pan spojrzy na odległość dalszą. Jeżeli człowiek straci rękę, ale ratuje swoje życie - wygrał. Jeżeli my, żołnierze, nie wyjdziemy z tej walki żywi i jeżeli Warszawa ucierpi strasznie, ale tym kosztem ugruntujemy wolność całego narodu, to w sumie właśnie my wygramy, zwyciężymy.

Jeremi

31. Trudność polega według Piotra na tym, że łajdacy i ciemni są zwykle bardzo pewni siebie, aroganccy, napastliwi, typy przyzwoite zaś to przeważnie różne odmiany Hamletów. Chodzi o to - powiedział Piotr - aby nosiciele dobrych postaw zamiast biadolenia stali się ofensywni, zaczepni, żeby najodważniejsi z nich pociągnęli za sobą innych.

Piotr

32. Gdy w innej grupie Synon dostrzegł starą kobietę i podszedł, aby poprawić zsuwający się z jej pleców tobołek, kobieta odsunęła go łagodnie i przeżegnała, a Wojtkowi się wydawało, że ten znak krzyża objął całe ich stanowisko bojowe. Był wstrząśnięty. Jak nigdy dotąd pojąłem własnym sercem sens walki i przelewanej krwi.

Wojtek Synon

33. (...) A o sobie - że jest szczęśliwa, gdyż może walczyć w powstaniu bronią, która jest jej powołaniem: medycyną; wprawdzie mam tylko rok konspiracyjnych kompletów medycznych, ale w powstaniu taki ogrom praktyki i taka wielka sposobność być pożyteczną.

Maryna w liści do Matki

34. Grom jest blady. Dolną część panterki ma we krwi.
- Jak ci mogę pomóc, Grom?
- O, dziękuję ci... Oprzyj mnie plecami o mur... Bardzo dziękuję, doskonale...
Weź mój pistolet maszynowy, ale rewolwer zostaw. Spróbuję walczyć gdy przyjdą.

Grom

35. ... zostaną z nas trzy małe grupki z lichymi resztkami broni, do której brak amunicji. Nie posądzaj mnie o panikę. Ale nabojów mamy tak mało, że wolno strzelać tylko do celów widocznych i z bliska. Chłopcy nie boją się zabicia, bardzo się boją poważnego zranienia, bo w szpitalach - straszne rzeczy.

Giewont

36. Ja w głębi samego siebie czuję i wiem, że powstanie było żywiołowym odruchem narodowej potrzeby przeciw terrorowi, przeciw poniewierce, przeciw śmiertelnemu wrogowi, który nas niszczył. I gdyby dziś, po tym wszystkim, co widziały na Woli i Starówce moje oczy, stanęła przede mną znów decyzja: iść do powstania czy nie, poszedłbym na nowo i wiem, że poszliby inni. Gloria victis - chwała zwyciężonym - będzie kiedyś wyryte także na warszawskich cmentarzach powstańczych, jeśli ulegniemy w tej walce.

Andrzej Morro

37. - Andrzeju, wyjątkowej wagi rozkaz: dziś w nocy będziemy przebijać się do śródmieścia. - Nie będzie to łatwe. Ale zrobić trzeba.
I rozładowując atmosferę skupienia dodał:
- Jak z tego widać na Starówce nie będzie Termopilów, przewidywanych przez moich chłopców. To się dopiero zmartwią! Roześmiali się.

Amorek

38. Po raz pierwszy słyszeli Jana przemawiającego przed frontem. Najbardziej wryły się w pamięć dwa zdania tego krótkiego, żołnierskiego przemówienia:
"Zrobiliście dotąd więcej, niż wymagał żołnierski obowiązek".

I drugie:
"Musimy skupić wszystkie siły ciała i ducha na szturmie, który nas za chwilę czeka; niezależnie od tego, czy zwyciężymy, czy padniemy - tej walki Warszawa nam nie zapomni".

A Jerzy:
"Okna Banku Polskiego widziały najsławniejszy wyczyn dywersji bojowej Zośki - odbicie Rudego; obecnie oczy tych okien znów będą oglądać nas w akcji"

Jan i Jerzy

39. - Masz swój karabin, Kaczka - powiedział Jeremi podchodząc do niego. - Zamek nie zamoczony. Kiedy oddawał Kaczce broń, stojący w pobliżu Brzoza otworzył lewą ręką parasol (prawą miał na temblaku) i uniósł go ku górze - rozpostarty, podziurawiony, uwalony szlamem PARASOL! Na szarej z brudu i zmęczeni twarzy Brzozy błąkał się uśmiech.

Stare Miasto- śródmieście; KANAŁ

40. Ja wojsko traktuję podobnie jak Zośka. Czy pamiętasz nasze niekończące się rozmowy w początkach czterdziestego trzeciego, gdy zaczynaliśmy dywersję? Zośka mówił wtedy, że walkę kocha bardziej niż wojsko, że wojsko to tylko jedna z form walki, że podczas wojny z konieczności uprawia ten właśnie typ walki, lecz dopiero po wojnie wejdzie do walki naprawdę pięknej. Mnie ta postawa Zośki bardzo odpowiada. Podobnie jak Zośka kocham walkę w jej przejawach dzielności, braterstwa, bohaterstwa i marzę aby doczekać...

Amorek

41. Wybiegli. Andrzej pierwszy, po nim trzech innych. Ukryci za oknami powstańcy widzieli Andrzeja, jak biegnie ku Wiśle (przyjęcie desantu berlingowców) z uniesioną flagą, cały w słońcu. Zniknął za białym domkiem. Wzmógł się ogień z najbliższego stanowiska niemieckiego.
- Dostał w serce... Cała pierś we krwi...
Stali jak w ziemię wrośnięci. Ręce ściskały kurczowo broń. Dławiło ich w gardłach.

Śmierć Amorka

42. Każde życie ludzkie jest bezcenne. I każdy z poległych towarzyszy Andrzeja Morro ofiarował życie narodowi. Ani mniej, ani więcej niż Andrzej. Ale śmierć Andrzeja była także ciosem w zespół. Andrzej bowiem stał się w toku walk powstańczych uosobieniem "Rudego", nadzieją "Zośki", wcieleniem ideałów szaroszeregowych.

O Andrzeju

43. My cóż my? Daliśmy wszystko, cośmy mogli... żeby tylko ci po wojnie to zrozumieli...

Lolek

44. Żołnierz może na wojnie zginąć lub zaginąć. Jeremi - zaginął.
Na Szucha został oddzielony od ludności cywilnej i poraz ostatni widziano go na placu Narutowicza. Jeśli zmarł okrutniejszą niż żołnierską śmiercią, to los się okazał dziko bezlitosny w stosunku do tego, który przewodził w walce z jedną z najbardziej zbrodniczych instytucji jakie zna ludzkość - Z GESTAPO.

45. - Przerżnęliśmy powstanie.
- Przerżnięcie to nie wszystko. Z bitwami i wojnami bywa... że czasem są przerżnięte... ale jednak dają... siłę...
- Jak to?
- A chociażby Termopile... Albo Kościuszko... Znów milczenie.
I wreszcie któraś z dziewczyn:
- Dziwne to. Niby przegraliśmy, a ja też nie czuję, żeśmy przegrali.
- A jednak przerżnęliśmy - fakty mówią.
I czy był w tym wszystkim sens? Ciężko ranny raz jeszcze przemówił:
- Daliśmy miastu dwa miesiące wolności... Naszymi rękami... I choć nie z tarczą wrócimy, ale na tarczy - to jednak na TARCZY.

46. A potem śmierć kosiła już tak szybko, a ciężka służba tak wysysała wszelkie siły fizyczne i psychiczne, iż Czart otępiał i przestał rozpaczać: aby żyć i walczyć, trzeba było myślą zaczepiać o to, co żywe, co się trzyma, co pokpiwa ze śmierci, co daje ufność. Polegli spełnili swoje. On także musi mieć siły, aby spełnić swoje zadanie.

Czart




- Zośka i Parasol; drugi raz

1.To nie fanaberie, to obowiązek - tłumaczył kolegom wahającym się, przemęczonym.
- Jeśli wyjdziesz cało z wojny, to cała twoja sława żołnierska i wszystkie osiągnięcia wojskowe okażą się od razu zamkniętą księgą. Staniesz się nieprzydatny. I jeszcze gotów będziesz winić za to innych! Że niby społeczeństwo zapomniało o bohaterach!

Romocki 114

2. dochodziła godzina szesnasta - Piotr mocniej nacisnął pedały. Nie wolno się spóźnić. W uliczkach, którymi jechał, ruch był niewielki, niektóre bramy były zamknięte lub przymknięte. W którejś z takich przymkniętych bram dostrzega młodego człowieka kryjącego się we wnęce i na jego ramieniu widzi... biało-czerwoną opaskę. Zwolnił nacisk na pedały i jak zahipnetyzowany wpatruje się w pasmo dwukolorowej opaski. Dopiero gdy poczuł, iż po policzku płynie mu łza wparł palce nóg w pedały i wściekły na siebie pochylił się nisko nad kierownicą, aby idąca mu naprzeciwko kobieta nie dostrzegła jego twarzy.

Piotr Pomian 195

3. Natomiast gdy komendantka zaczęła jej mówić o poważnej, może nawet ciężkiej sytuacji powstania, znów nastroszyła się wewnętrznie:
nieprawda! Typowy pesymizm starszego pokolenia!

Renia 260

4. Wprawdzie odejście do Śródmieścia nie powiodło się, ale jeszcze tego samego dnia Renia otrzymała przeniesienie na łączniczkę do "Zośki"", do kompani Giewonta
- Myślę, że nasza współpraca ułoży się dobrze. Będziecie koleżanko łączniczką w plutonie Michała.
- A poprzednia łączniczka, gdzie została odkomendowana? Giewont spojrzał na nową zdziwiony, a potem zaczął z zakłopotaniem trzeć brodę.
- Tak, odkomendowana... Powstały okoliczności...

Renia, Giewont 261

5. - Czemu ty teraz nie piszesz?
- Daj spokój - odpowiada opryskliwie Bonawentura. Jest niemal od pierwszego dnia powstania rozdrażniony. Licho wie, skąd się bierze, ale zamiast radowania się tak upragnionym wyzwoleniem, jawną walką z wrogiem, manifestacyjnymi przejawami polskości, Bonawentura dręczy się złymi faktami powstania. Tak się uwrażliwił, że choć widzi wiele faktów dobrych, reaguje właściwie tylko na zjawiska ujemne.
Choćby ta piosenka:
Z tyłu za linią dekowniki,
Intendentura, różne umrzyki
gotują zupę, czarną kawę,
Takim sposobem walczą za sprawę, hej!

- Dowcipne, co? - szepce z sarkazmem do ucha Małego Tadzia.
- Dlaczego nie? - pyta rozbawiony Tadzio.
Czyżby i ten nie odczuwał przykrości w zarozumiałej, wojackiej kpinie z niedołężnych, tchórzliwych, asekuranckich cywilów? Także ze starych kobiet pracujących w kuchniach powstańczych, choćby tu na Woli? Ale co tam piosenka, są fakty stokroć gorsze: znów dobito rannego SS-mana, sanitariuszka nie chciała zająć się rannym własowcem.

Bonawentura, Mały Tadzio 262

6. A jeśli po wyrąbaniu przejścia przez Wolę te same siły skoncentrują swe działania na naszym zgrupowaniu, to w ciągu kilku dni zostaniemy...
- No, już nie kończ, Piotrusiu, domyślamy się - usiłował żartować Jeremi.
- Po co precyzować stan, w jakim znajdą się "Parasol" i "Zośka", gdy stukasy, artyleria i oddziały pancerne zainteresują się specjalnie nami?
Zresztą - Jeremi spoważniał - przed paroma godzinami rozmawiałem o tych sprawach z Pługiem. Podziela ocenę Radosława i jego decyzję.
Uważa, że wszyscy, którzy nie mają broni, powinni zrzucić mundury i wracać do domów. W "Parasolu" przestaliśmy przyjmować ochotników.

Jeremi, Piotr 266

7. - Terroryzująca broń - dodał Piotr. Andrzej przytaknął. Obydwaj pomyśleli o Florianie-Jagielle, zastępcy Andrzeja, obok którego - gdy był na patrolu, padły pociski "szaf". Kiedy chłopcy po wybuchu podbiegli do Floriana, leżał na potrzaskanym asfalcie bez żadnej rany, bez obrażeń. Ale serce nie biło.

Andrzej, Piotr 355

8. Niekiedy zaś w spojrzeniach i mruknięciach Jeremi domyślał się rzeczy najstraszniejszej: nieżyczliwości, nienawiści do jego powstańczej opaski.

Jeremi; Jerzy Zborowski 387

9. Była księżycowa noc, ale mżył deszcz. Na Niemców natknęli się nieoczekiwanie. Gwałtowna strzelanina... Bliźniak wyskoczył jakoś z boku, myśleli, że to Niemiec... Synon też strzelał... Jeszcze dziś, gdy przypomina sobie zakrwawioną głowę Bliźniaka, robi mu się niedobrze. A wówczas... Bliźniak był jego przyjacielem i przy tym - pierwszym zabitym, którego widział z bliska, jego rany, krew, bóle, bo przecież konał długie minuty obok Synona, wyniesiony poza mur Powązek...

Wojtek Synon 422

10. Było to na cmentarzu ewangelickim. W natarciu. Spostrzegł nieprzyjacielski erkaem za drzewem. Jeszcze teraz, wspominając tamtą scenę, czuje drżenie "rozpylacza" w rękach po naciśnięciu spustu. Gdy wyszarpywał erkaem z rąk Niemca, tamten drgnął w agonii i twarz miał wykrzywioną... To było okropne. Ale zdobył erkaem i dwa karabiny! Zdobył je w walce, po żołniersku, własnoręcznie! Koszmar twarzy zabitego przezeń człowieka przysłoniła uśmiechnięta twarz Blondyna, któremu Wojtek wręczył zdobycz.

Wojtek Synon 423

11. - Jesteś bardzo zmęczona, powinnaś przespać się ze dwie godziny.
- Zmęczenie? Jestem przede wszystkim zmęczona życiem, a tego dwugodzinny sen nie naprawi.

Giewont i Maryna 446

12. Prócz tych dwojga - Maryny i Zana - oraz kilku ludzi przebywających w szpitalu i na mieście cała kompania Giewonta, wraz ze swym dowódcą, przestała istnieć. Nie zachował się żaden świadek ich męki, gdyż Maryna - choć jeszcze żyła parę dni - także nie powróciła.

Koniec Kompani Giewonta 447

13. - ...Człowiek jest czasem w myślach jak osaczone zwierzę. Rafał, Bonawentura, Piotr... A cała kompania Rafała zasypana tu obok; dziś okrąża się ją z dala, bo smród bije z gruzowiska. A twój "sad"? Ile nas dziś zostało? Ile zostanie za dwa dni? Że giniemy fizycznie, to jest potworne, ale to jeszcze można by zrozumieć - jesteśmy wojskiem. Ale nad nami zawisło coś, co swą dziką niesprawiedliwością odbiera rozum. Wczoraj szedłem z pocztem przez zatłoczone piwnice, ktoś zawołał za nami: 'bandyci'.

Jeremi 456

14. Z tymi "bandytami" to rzecz skomplikowana. Boruta opowiadał taką przygodę:
przed trzema dniami ich drużyna szła piwnicami; ludzie patrzyli spode łba i paru też mruknęło "bandyci", po dwóch godzinach Boruta wracał z nieudanego wypadku tymi samymi piwnicami; miał skrwawioną dłoń, a za nim niesiono na kocach ciężko rannego; ludzie wołali:
"zrobić miejsce powstańcom", częstowali papierosami, wypowiadali życzliwe słowa. Myślę, że przekleństwa spowodowane nadmiarem cierpień nie mogą stanowić ani oceny powstania, ani oceny nas żołnierzy powstania. Powinniśmy je wybaczyć tym nieszczęśliwym.

Andrzej Romocki 456
_________________
Gdy zabraknie łez - jest jeszcze krew
najświętsza do oddania.
Gdy zabraknie tchu - pocisków śpiew
wyśpiewa twoje łkania.
Karabin bierz i z nami idź,
miast płakać po pogrzebach...
 
 
Majka
bunkrołazik


Dołączył: 27 Lis 2004
Posty: 8
Wysłany: Pon Sty 24, 2005 7:27 pm   

Fakt, w dalszej części tej recenzji pisze:"Z drugiej strony zdaję sobie sprawę , że wysunięte zastzreżenia kierować należy nie tyle do autora ksiązki, co do treści ideologiiharcerskiej lat międzywojennych i okupacji, której autor [...] stał sie pełnym wyrazicielem. Ideologia ta skrótowo wyrażana była pojęciem "Służby dla Ojczyzny", bez głębszego wnikania, jak ta ojczyzna ma wyglądać, jakie ma byc jej społeczne oblicze". Zastanawia mnie jednak fakt, czy z perspektywy czasu takie podejście do sprawy można potraktowac jako zarzut?
 
 
darecki 
wujek kurde samo dobro
Trzeba siać...


Pomógł: 34 razy
Dołączył: 22 Lis 2004
Posty: 8788
Skąd: Kraków
Wysłany: Pon Sty 24, 2005 7:46 pm   

osądzić mogliby tylko Ci, którzy poświęcili swoje życie... nie my..
_________________
Instytut Niemieckich Fortyfikacji Wschodnich
 
 
 
TomB 
dywersant


Dołączył: 19 Lis 2004
Posty: 35
Skąd: Kraków
Wysłany: Wto Sty 25, 2005 9:01 am   

Majka co my młodzi (i od nas starsi) wiemy o okupacji?!
A co Ty zrobiłabyś inaczej będąc z Nimi tam i wtedy?
O jakie Tobie zarzuty chodzi? dawaj konkretnie... :)

Moim zdaniem nie mozna traktować jako zarzut, tego że walczyli o Warszawę, o Polske... że wystąpili zbrojnie do walki ze znienawidzonym wrogiem...

Tomek
_________________
Gdy zabraknie łez - jest jeszcze krew
najświętsza do oddania.
Gdy zabraknie tchu - pocisków śpiew
wyśpiewa twoje łkania.
Karabin bierz i z nami idź,
miast płakać po pogrzebach...
  
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group